nie wiem.

kwiecień 12, 2008

Nie ma to jak pomyśleć sobie, że niech no tylko skończy się ściągać trzecia część dziewiątego odcinka the skins, a potem pójdę się przejść, po czym okazuje się, że kurwa pada.

Tak samo obudziłam się o 8:30, po 7 godzinach snu, po czym nie mogłam już zasnąć, choćbym bardzo chciała. Niefajne jest też, gdy śni mi się sprawdzian z fizyki.

Kolejną smutną rzeczą jest to, że pomimo swojego wieku, studiów i niby tak wielu ludzi naokoło, czuję że popadam w samotność, bo jakoś moi wszyscy super przyjaciele są dla mnie tylko wtedy, gdy im to wygodnie, a ja nie potrafię poprosić o więcej.

Smutne jest też, że Ola, którą znam 16 lat i z którą nadal niby utrzymuję kontakt, nie złożyła mi nawet wczoraj życzeń. Chociaż może nie jest to smutne, bo mi tam na znajomości z nią aż tak strasznie nie zależy, ale jest to takie zadziwiająco rozczarowujące.

A może dlatego nie potrafi mi się spodobać już żadna książka, bo przeczytałam w życiu już te 2 najwspanialsze?

Póki co życie nie rozpieszcza mnie jako dwudziestojednolatki.

W ogóle nie dlatego zaczęłam, pisać tę notkę, ale jakoś tak widzę, że wizualnie zmienił się trochę ten wordpress i zobaczyłam na stronie głównej komentarz do TEJ mojej notki i jakoś ją znowu przeczytałam i aż mi się łezka w oku zakręciła i w ogóle “ooo…”.

A ogólnie to nie podoba mi się ostatnio ŻADNA książka, jedyną moją inspiracją są blogi innych, na co również nie narzekam. I potrzebuję jakichś nowości, co by mnie jeszcze bardziej natchnęły i może to jest dziwne, ale taka prostownica czy lomo, o ile je w końcu w ogóle będę miała, potrafią jednak zainspirować, o dziwo. Najlepszym powiewem świeżości byłaby z pewnością wiosna, której nie ma, ale mam nadzieję, że będzie chociaż na moje urodziny.

: | ||| | | || | |

kwiecień 2, 2008

Właśnie się kurwa zorientowałam, że tak naprawdę to mam OPÓR i MAX niską samoocenę, co też zostało mi potwierdzone.

: ( ((( ((

no bez kitu, stąd to moje ciągłe poczucie niedocenienia, albo też na odwrót, tzn dlatego, że mam ciągłe poczucie niedocenienia.

*sigh*

I Question Mark

marzec 14, 2008

Miałam zdaje się napisać o zasypianiu, the oc i króliku. O zasypianiu mi się nie chce, o the oc częściowo też, ale że jest to niejako łącznik pomiędzy dwoma pozostałymi kwestiami, to też o tym wspomnę. Króliczki to najśliczniejsze zwierzątka na świecie i chcę takiego i to wszystko przez the oc, bo tam Summer wykradła królika z laboratorium i był fajny i grubiutki i biały i jeszcze się nazywał Pancakes :)

Haha no i tyle.

I jeszcze boli mnie kręgosłup, co jest oznaką tego, że się denerwuję. Albo że mam za ciężką torbę. I w ogóle to w nocy często nie mogę spać i jak się przebudzam to wymyślam mnóstwo dziwnych teorii i gdybym była trochę mniej leniwa, to bym wzięła laptopa i od razu wszystko spisała, bo rano oczywiście nic nie pamiętam. Czasem se dodam jakąś notatkę w telefonie, ale to i tak rzadko, a potem często nie wiem właściwie, o co mi chodziło, bo używam skrótów myślowych.

“Nie zatrzymuję cię, ale też nie wyganiam.”
ma zupełnie inny oddźwięk niż
“Nie wyganiam cię, ale też nie zatrzymuję.”
Ciekawe.

Że niby jednak to nadal czytasz, to masz:

:*

haha. :)

Gdy już włączę sobie “Anthem” Zebrahead, to wydaje mi się, że to jest najlepsza piosenka na świecie i moja ulubiona, ale tak ogólnie to o niej nie pamiętam i nawet nie mam jakiejś wielkiej nieprzemożonej chęci, by tego choć czasem posłuchać. Tu powinien nadejść moment, w którym porównam to w jakiś sposób do mojego życia, ale póki co nie mogę znaleźć analogii.

Tak dawno nie mówiłam “ooo…”. Szkoda, bo jest to mi równie potrzebne do normalnego egzystowania jak i wzdychanie, tyle że do tego drugiego, to zawsze jakiś powód się znajdzie. A nad czym tu się zachwycać i mówić to moje sławetne “ooo…”, jak nawet choćby od daaaaaawna nie widziałam żadnego Lincolna Navigatora.

O tak ku przyszłości to muszę kiedyś napisać o moim zasypianiu, króliku i the oc, ale to jak będę miała czas i chęć.

Dzisiaj pierwszy raz w tym roku założyłam swoją wiosenną śliczną och ach marynarkę i nawet nie zmroził mnie początek marca ani te orkany czy co to tam szaleje tera.

Ale ogólnie to mimo, że idzie wiosna, to jest mi zimno i smutno i jeszcze ta pogoda co to ponoć obniża poziom serotoniny czy whatever.

Byłam dziś w bibliotece i wypożyczyłam książkę, która okazała się być zbiorem opowiadań. Ostatnio ciągle trafiam na książki, które okazują się być zbiorem opowiadań, a ja naprawdę potrzebuję powieści. Tak jak w moim życiu, pełnym epizodów, podczas gdy ja szukam ciągłości.

“Nie warto marnować czasu na pojedyncze epizody, gdyż mogą nam zepsuć całość ukochanego filmu.”
Mogłam to trochę przeinaczyć, ale jest to zdecydowanie jedna z najśliczniejszych rzeczy, jaką ktokolwiek mi kiedykolwiek powiedział. I pewnie się zresztą wtedy popłakałam.

A co do tej książki, to zaczyna się 56 stronami z dziennika Sylvii Plath, więc wspaniale.

Czyli nawet opowiadania potrafią czasem mile zaskoczyć :)

Poza tym, w końcu to Sylvia Plath. Naprawdę, jak czytam to, to wydaje mi się, że dokładnie tak samo myślę. Jej niektóre spostrzeżenia jednak wybiegają poza ramy moich codziennych rozważań, zatem myślę, że w końcu i do takich wniosków też dojdę, jeśli się tylko zastanowię nad nienaruszonymi wcześniej falami mojej wyobraźni rzeczami. Haha. Boję się tylko, że aż za bardzo odnajdę siebie w jej książkach, a raczej biografiach, bo to by się bardzo źle skończyło.

O, a ona też uważa, że za bardzo identyfikuje się z tym, co czyta :)

Co jakiś czas przychodzi taka chwila, kiedy neutralne i z nikim niezwiązane moce tego świata jednoczą się i z hukiem zsyłają na nas wyrok. Nie istnieje żadna przyczyna tej nagłej opresji, tego potępienia, lecz wszystkie okoliczności zewnętrzne odzwierciedlają wewnętrzne zwątpienie, wewnętrzny lęk.

No i tak właśnie mam z tym odnajdywaniem rzeczywistości w piosenkach i książkach, o czym już wcześniej pisałam.

Dismantle me.

luty 21, 2008

Fortress jest raczej nieszczególną płytą jeśli chodzi o teksty, jednak Spoils im się jakoś wyjątkowo udało.

Every word that’s ever written will fall short of its intent.
Even spoke or sung or screamed it will betray what it has meant.
Language is the heart’s lament, a weak attempt to circumvent the
loneliness inherent in the search for permanence.

Zauważyłam też, że szczęście staje się powoli celem w moim życiu, zamiast być tylko jego skutkiem ubocznym.

Behold the world in other people, life is clarity.
Czyżby?

ech cóż za beznadziejny dzień.

Haha, właśnie zauważyłam, że mi czegoś brakuje. Czego? Ach tak Paulinka, tak tak, NERWÓW. Brakuje Ci nerwów. Zdenerwowania, w sensie.

Ale że JA już się nie denerwuję, i to nawet nie od dziś? : ) )) ) ) ))