the state of 3:37 PM
grudzień 8, 2007
I jak ja mam się identyfikować z tą pieprzoną “bracią studencką”, kiedy właśnie jakieś lamusy wywiesiły wieeelki plakat diabła tasmańskiego z looney tunes (czy jak to tam) na swoich drzwiach od akademika z napisem: Keep out, Taz is cośtam cośtam. oł plz.
I prawdą jest to, co było już udowodnione w psychologii, że aby pozbyć się jednego problemu, to musisz od razu znać odpowiedź na pytanie “i co dalej?”. To się zdaje się w dużej mierze łączy z negatywnym formułowaniem celów. Nie, że “chcesz się czegoś pozbyć”, tylko że “chcesz coś zyskać”. A zmierzam do tego, że nie zdawałam sobie sprawy, że jak już polubię swoją zewnętrzną aparycję (celowym jest ten oksymoron), to dostrzegę, ile błędów jest wewnątrz mnie. Uciekłam od wszelkich diet, umartwiania się nad niedoskonałościami mojego wyglądu, a teraz jakże wiele rzeczy dotyczących mojego charakteru, usposobienia i postępowania mnie denerwuje. Jak to ciągle trzeba nad sobą pracować. Bo mam zamiar wyplenić z siebie to, co mnie w sobie najbardziej denerwuje i przede wszystkim – zaakceptować to, że jest jak jest i że globalnie rzecz ujmując – nie jest jednak tak źle. I ciekawe co potem.
Jump back to me lying on the bed, with no ideas, with a fringe that is too curly to go out and with a feeling that there’s no other way but to let go. Thoughts are just oh so overwhelming and apparently that’s the reason why I can’t lift myself up.
Life’s a book with constantly repetitive chapters, only written in different words and styles.
My feeling useless has grown up to the point where I do feel invisible. My reading and listening has been preparing me for what I can expect but still, I have not solved all the misteries.
It’s like you’re almost sure that something is going to happen, but you just can’t picture that.
Give me needy emotional whining bullshit.