och tak kurwa.

Przez Rody’ego chciałabym palić, ale tylko dlatego, żeby móc zaśpiewać: when i wake up, put on my make up, light up a cigarette and smoke away my kiss. :)

No i co, smutnym jest fakt, że słucham Protest the hero od jakichś 5 lat, kiedy to jeszcze tak się strasznie jarałam, gdy udało mi się ich kolejną piosenkę ściągnąć. I dlatego jeszcze jakiś czas temu MARZYŁAM, żeby być na ich koncercie, móc z nimi porozmawiać i żeby było mało ludzi i w ogóle. A teraz to jest takie dziwne, że zespół można powiedzieć mojej młodości poszedł w taki mejnstrim, że grają koncerty w mtv.ca i że wszyscy na świecie ich kochają i jeśli w ogóle kiedykolwiek uda mi się być na ich koncercie, to i tak nie zagrają tych piosenek, od których zaczęła się moja miłość do nich, Kezii też pewnie prawie nie będzie, tylko ta chujowizna z nowej płyty i jeszcze będę ich oglądała jako jedna z wielu w milionowej publiczności. I wszyscy będą kurwa znali słowa i nie będzie już tak, że wezmą kogoś, żeby z nimi zaśpiewał She who mars the skin of gods, bo ochrona, bo barierki, bo wysoka scena.

I tak sobie teraz pomyślałam, że dobrze, że się Closet Monster rozpadli i to świadczy tylko o wspaniałości Londona, że po raz kolejny udowodnił, że gdy się stanie przed szansą kariery komercyjnej, to można z niej jednak zrezygnować.

Leave a Reply