Byłam dziś w bibliotece i wypożyczyłam książkę, która okazała się być zbiorem opowiadań. Ostatnio ciągle trafiam na książki, które okazują się być zbiorem opowiadań, a ja naprawdę potrzebuję powieści. Tak jak w moim życiu, pełnym epizodów, podczas gdy ja szukam ciągłości.

“Nie warto marnować czasu na pojedyncze epizody, gdyż mogą nam zepsuć całość ukochanego filmu.”
Mogłam to trochę przeinaczyć, ale jest to zdecydowanie jedna z najśliczniejszych rzeczy, jaką ktokolwiek mi kiedykolwiek powiedział. I pewnie się zresztą wtedy popłakałam.

A co do tej książki, to zaczyna się 56 stronami z dziennika Sylvii Plath, więc wspaniale.

Czyli nawet opowiadania potrafią czasem mile zaskoczyć :)

Poza tym, w końcu to Sylvia Plath. Naprawdę, jak czytam to, to wydaje mi się, że dokładnie tak samo myślę. Jej niektóre spostrzeżenia jednak wybiegają poza ramy moich codziennych rozważań, zatem myślę, że w końcu i do takich wniosków też dojdę, jeśli się tylko zastanowię nad nienaruszonymi wcześniej falami mojej wyobraźni rzeczami. Haha. Boję się tylko, że aż za bardzo odnajdę siebie w jej książkach, a raczej biografiach, bo to by się bardzo źle skończyło.

O, a ona też uważa, że za bardzo identyfikuje się z tym, co czyta :)

Co jakiś czas przychodzi taka chwila, kiedy neutralne i z nikim niezwiązane moce tego świata jednoczą się i z hukiem zsyłają na nas wyrok. Nie istnieje żadna przyczyna tej nagłej opresji, tego potępienia, lecz wszystkie okoliczności zewnętrzne odzwierciedlają wewnętrzne zwątpienie, wewnętrzny lęk.

No i tak właśnie mam z tym odnajdywaniem rzeczywistości w piosenkach i książkach, o czym już wcześniej pisałam.

Leave a Reply