is the moon and. is the. sun
luty 12, 2008
Podczas dorocznego “Światowego Forum Ekonomicznego” w Davos w 1999 r., Dean Ornish, Prezydent i Dyrektor Instytutu Badań nad Prewencją Medyczną, przedstawił następującą receptę:
1) zastąpić dietę bazującą na mięsie dietą bazującą na warzywach;
2) rzucić palenie (nawet jednego cygara dziennie)!
3) regularnie zażywać ćwiczeń ruchowych (zaledwie 30 minut marszu dziennie w trzech 10 min. dawkach może zmniejszyć ryzyko przedwczesnej śmierci o 50%);
4) zażywać środki uzupełniające dietę. Szczególnie polecane: 2-3 gramy oleju lnianego lub rybiego dziennie może zredukować choroby serca o 50%, a 200 mikrogramów selenu dziennie może zmniejszyć ryzyko raka piersi, prostaty i innych narządów od 40 do 60%;
5) skuteczniej radzić sobie ze stresem;
6) zmierzyć się z „emocjonalnymi i duchowymi” chorobami serca – samotnością i izolacją. Więcej kochać i być szczęśliwym – oto klucz do lepszego zdrowia.
(D.Ornish: How to save your own life, World Economic Forum, 1999 Annual Meeting – Davos 28 January – 2 February).
xrelaxrelaxrelax
luty 4, 2008
Losing the feeling of feeling unique
(do you know what i mean?)
Napisawszy dzisiaj już 3 zaległe maile i żyjąc w przekonaniu, że nadal o kimś zapomniałam, co mi szkodzi napisać jeszcze i tutaj.
Sesja to kurwa, ale też ma swoje pozytywne strony. To zadziwiające jak przez to nieustanne myślenie, a raczej zmuszanie się do niego, otwiera się powoli umysł i zaczynam dostrzegać coraz to więcej rzeczy. Głównie jeśli chodzi o kwestie językowe, co wynika z pewnością z tego, że chcąc nie chcąc wciąż muszę czytać. Bardzo interesujące jest na przykład słowo “jeszcze”, ale o tym to pewnie napiszę w chwili uniesienia polonistycznego.
A w ogóle to i tak najlepsze pomysły mam pod prysznicem, to tam odkryłam fenomen “A Plateful Of Our Dead” i znaczenie “Sequoia Throne”, chociaż to są jedne z miliona moich genialnych myśli i wniosków. Tak, gdybym miała i umiała kiedykolwiek napisać jakąś filozoficzną książkę, to z pewnością zatytuowana byłaby “Spod prysznica”. Albo coś takiego.
Zauważyłam też, że nie znoszę być sama w akademiku. Co związane jest pewnie z moją postępującą nerwicą, ale dziwi mnie to strasznie, bo kiedyś było zupełnie inaczej, wprost marzyłam, żeby chociaż godzinę pobyć sama. A teraz jak nikogo nie ma oprócz mnie, to zostaję sama ze swoimi myślami, które mnie czasami aż rozsadzają od środka. Nienawidzę zasypiać w pokoju, gdy nie ma Joasi, bo choćbym baaardzo chciała spać, to i tak nie zasnę przez natłok moich myśli, które bynajmniej nie są konstruktywne, tylko są to pierdolone wyssane z_nie_wiadomo_kąd obawy, których pozbycie się i doprowadzenie mnie do stanu normalności zajmuje w sumie sporo czasu. W ogóle mój układ nerwowy jest już chyba całkiem rozstrojony, mam jakieś napady histerii, do tego prawie nie mam apetytu i jem jak mi każą albo jak mi słabo albo jak mi za głośno burczy w brzuchu. Ale ta zdrowa strona mojego umysłu naprawdę z tym walczy i już widzę pewną poprawę, ale sama tak nie dam rady, a dom i rodzice to są żadną pomocą.
Czasem myślę, że chciałabym zdjąć słuchawki i posłuchać o czym ci ludzie w metrze czy gdziekolwiek rozmawiają. Ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że nie warto. Może gdybym w gimnazjum i na początku liceum miała odtwarzacz, to już wtedy zaczęłabym myśleć o studiach, a nie pałać nienawiścią do studentów.