filozoficzno-refleksyjno-inspirująca notencja z dedykacją
listopad 2, 2008
Jako że dawno nic mnie nie wkurwiało…
NOT.
Bo ja się często denerwuję, tylko zbyt często o tym tu nie piszę. A jako że niedawno było Halloween, to warto by to zmienić. Bo wkurwia mnie, jak se teraz wejdę na grono i przewijam te nowe zdjęcia “znajomych” i każdy umalowany niczym goth-transwestyta i że niby to krew jest i się tak świetnie wszyscy bawili och ach. Jak się chciało najebać, to i można było bez tego, oszczędziłoby się przynajmniej wszystkim zbytniego przewijania bezsensownych i powtarzających się zdjęć.
Czy ktoś kiedyś umarł na katar? Nie? To ja będę zaraz kurwa pierwsza.
Nothing is as perfect as you can imagine it. A Chuck Palahniuk to jest wspaniały i TAK, jest to właśnie część filozoficzno-refleksyjna tej notki.
Częścią inspirującą jest natomiast to, że zauważyłam, że dla konieczności wystąpienia pewnych zdarzeń konieczne są określone okoliczności. Życie mnie tak zainspirowało, choć nie do końca odbieram to pozytywnie, ale po co mam wyjaśniać, bo przecież fajnie jest tak czasem zamieścić jakieś kompletnie wyrwane z kontekstu zdanie, które potem ktokolwiek może sobie do czegokolwiek dopasować, jak choćby do niefortunnego jedzenia kebaba w metrze kończącego się ubrudzeniem nowego płaszcza sosem.
Taki tam przykład, kompletnie NIE Z AUTOPSJI, żeby nie było.
Część dedykacyjna: Cześć Marcin
I Question Mark
marzec 14, 2008
Miałam zdaje się napisać o zasypianiu, the oc i króliku. O zasypianiu mi się nie chce, o the oc częściowo też, ale że jest to niejako łącznik pomiędzy dwoma pozostałymi kwestiami, to też o tym wspomnę. Króliczki to najśliczniejsze zwierzątka na świecie i chcę takiego i to wszystko przez the oc, bo tam Summer wykradła królika z laboratorium i był fajny i grubiutki i biały i jeszcze się nazywał Pancakes:)
Haha no i tyle.
I jeszcze boli mnie kręgosłup, co jest oznaką tego, że się denerwuję. Albo że mam za ciężką torbę. I w ogóle to w nocy często nie mogę spać i jak się przebudzam to wymyślam mnóstwo dziwnych teorii i gdybym była trochę mniej leniwa, to bym wzięła laptopa i od razu wszystko spisała, bo rano oczywiście nic nie pamiętam. Czasem se dodam jakąś notatkę w telefonie, ale to i tak rzadko, a potem często nie wiem właściwie, o co mi chodziło, bo używam skrótów myślowych.
“Nie zatrzymuję cię, ale też nie wyganiam.”
ma zupełnie inny oddźwięk niż
“Nie wyganiam cię, ale też nie zatrzymuję.”
Ciekawe.
xrelaxrelaxrelax
luty 4, 2008
Losing the feeling of feeling unique
(do you know what i mean?)
Napisawszy dzisiaj już 3 zaległe maile i żyjąc w przekonaniu, że nadal o kimś zapomniałam, co mi szkodzi napisać jeszcze i tutaj.
Sesja to kurwa, ale też ma swoje pozytywne strony. To zadziwiające jak przez to nieustanne myślenie, a raczej zmuszanie się do niego, otwiera się powoli umysł i zaczynam dostrzegać coraz to więcej rzeczy. Głównie jeśli chodzi o kwestie językowe, co wynika z pewnością z tego, że chcąc nie chcąc wciąż muszę czytać. Bardzo interesujące jest na przykład słowo “jeszcze”, ale o tym to pewnie napiszę w chwili uniesienia polonistycznego.
A w ogóle to i tak najlepsze pomysły mam pod prysznicem, to tam odkryłam fenomen “A Plateful Of Our Dead” i znaczenie “Sequoia Throne”, chociaż to są jedne z miliona moich genialnych myśli i wniosków. Tak, gdybym miała i umiała kiedykolwiek napisać jakąś filozoficzną książkę, to z pewnością zatytuowana byłaby “Spod prysznica”. Albo coś takiego.
Zauważyłam też, że nie znoszę być sama w akademiku. Co związane jest pewnie z moją postępującą nerwicą, ale dziwi mnie to strasznie, bo kiedyś było zupełnie inaczej, wprost marzyłam, żeby chociaż godzinę pobyć sama. A teraz jak nikogo nie ma oprócz mnie, to zostaję sama ze swoimi myślami, które mnie czasami aż rozsadzają od środka. Nienawidzę zasypiać w pokoju, gdy nie ma Joasi, bo choćbym baaardzo chciała spać, to i tak nie zasnę przez natłok moich myśli, które bynajmniej nie są konstruktywne, tylko są to pierdolone wyssane z_nie_wiadomo_kąd obawy, których pozbycie się i doprowadzenie mnie do stanu normalności zajmuje w sumie sporo czasu. W ogóle mój układ nerwowy jest już chyba całkiem rozstrojony, mam jakieś napady histerii, do tego prawie nie mam apetytu i jem jak mi każą albo jak mi słabo albo jak mi za głośno burczy w brzuchu. Ale ta zdrowa strona mojego umysłu naprawdę z tym walczy i już widzę pewną poprawę, ale sama tak nie dam rady, a dom i rodzice to są żadną pomocą.
Czasem myślę, że chciałabym zdjąć słuchawki i posłuchać o czym ci ludzie w metrze czy gdziekolwiek rozmawiają. Ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że nie warto. Może gdybym w gimnazjum i na początku liceum miała odtwarzacz, to już wtedy zaczęłabym myśleć o studiach, a nie pałać nienawiścią do studentów.
what to do, what to do.
listopad 8, 2007
Nie mam kompletnie nic do powiedzenia, ale skoro nie mam co robić, to sobie popiszę.
Bo powinnam się uczyć, ale pierdolę ekonometrię. Nie dam rady czytać książki, bo mnie głowa napierdala. Bolą mnie też plecy, stąd muszę przebywać w pozycji leżącej najlepiej. Czekam tylko na pewne wiadomości, które umożliwią mi niejako rozpoczęcie długoterminowego planu owocnej samorealizacji. Oby.
so let my blood run faster in the veins beneath my skin, knock down the walls and let me in.
listopad 5, 2007
Użycie zaimka zwrotnego “się” na początku zdania jest niewłaściwe wg zasad poprawnej polszczyzny. Jednak zastosowanie go świadczy o niejako egoistycznym myśleniu nadawcy lub podkreśla nie wykonywanie określonej czynności, jak to ma miejsce w standardowej konstrukcji zdania, lecz właśnie tego, że owa czynność ma wpływ, jest wykonywana czy oddziałuje na konkretnie tę osobę. Przykład:
Nie mogę się pozbierać. – podkreślony jest fakt niemożności wykonania danej czynności
Się nie mogę pozbierać. - zaakcentowane zostało to, że dotyczy to bezpośrednio i ma wpływ na osobę nadawcy.
To jak już sobie wymyśliłam zasadę, to mogę sobie teraz tak pisać
I jeszcze w czwartek 1.11 zaczął mnie max napierdalać kręgosłup i nie piszę tego, by się znów nad sobą użalać, ale dlatego, żebym wiedziała kiedy się to znowu zaczęło, bo może w końcu po kilku latach wybiorę znów do lekarza, aby zobaczyć, czy przez ten czas medycyna się posunęła naprzód i nareszcie będą potrafili zdiagnozować co kurwa jest z tymi moimi plecami.
A i też skoro na angielskim ciągle gadamy i to jeszcze na temat rozwojów gospodarczych, banków i stosunku społeczeństwa polskiego do władzy, a nie mamy w ogóle listeningów, to w ramach treningu postanowiłam sobie spisywać teksty piosenek, do których wiem, że tekstów raczej w internecie nie ma. Haha, w sumie może i ćwiczę swoje rozumienie ze słuchu, ale i tak tego nie mogę potem sprawdzić <ok>